facebook

Sri Lanka


To wyspa jak żadna inna. Pełna buddyjskich świątyń, pól ryżowych, krzewów herbacianych, plantacji kauczukowych i ciekawych ludzi, do których oczywiście zaliczyliśmy mijanych po drodze mnichów.
To wyspa sąsiadująca z Oceanem Indyjskim i Zatoką Bengalską, nazywana również "Łzą Indii", z racji swojego położenia względem Półwyspu Indyjskiego oraz swojego kształtu. W XIV wieku wyspę podbili Portugalczycy, następnie Holendrzy, którzy pozostawili ślady po dziś dzień, w postaci latarni morskiej i fortyfikacji w Galle. W XIX wieku kontrolę nad wyspą sprawowała Wielka Brytania. Nazwali oni wyspę Ceylon. Gospodarka kolonialna głównie oparta była na plantacjach herbaty, kauczuku i palm kokosowych. Od 1948 roku Sri Lanka znowu jest Sri Lanką. Niezależnym państwem.

Dwu tygodniowy plan wyprawy na Sri Lankę obejmował odwiedzenie takich miejsc jak:

  • Galle - południowo wschodnie wybrzeże z fortyfikacją z czasów kolonii holenderskiej

  • Kandy - dawna stolica kraju, miejsce kultu buddystów

  • Sigiria - dawna siedziba króla Kassapy, żyjącego w latach 447-495 z zachowanymi portretami królewskich nałożnic na skalnych ścianach

  • Polonnaruwa - zabytkowe miasto ze świątynią boga Sziwy i największym najlepiej zachowanym posągiem Buddy

 

Część wyprawy przeznaczyliśmy na chłonięcie klimatu, rozkoszowanie się tubylczym pożywieniem, spacerach po okolicznych miasteczkach. Chcieliśmy również zobaczyć osławiony sierociniec słoni.
Główną bazę wypadową mieliśmy w miejscowości Bentota, około 60km na południe od Kolombo, obecnej stolicy kraju
przelicznik walutowy na Sri Lance:

(LKR - lankijskie rupie)
100 LKR = 2,74 PLN
1 USD = 108.10 LKR
1 EUR = 144.44 LKR
100 PLN = 3647.11 LKR

Dzień pierwszy 5 luty 2010

Aklimatyzacja. W Gdańsku minus 25. w Colombo plus 32. Katarskimi liniami dotarliśmy do Stolicy Sri Lanki, niesamowicie zatłoczonej i zakorkowanej. Do hotelu w Bentocie dotarliśmy taksówką w około 1,5 godziny. Wszechogarniająca wilgoć w powietrzu. Wymieniamy dolary na rupie. Transakcje takie nie są opłacalne hotele zaniżają kurs i pobierają 3,5% prowizji. za 100 dolarów dostaliśmy 10.890 rupii. Resztę dnia próbowaliśmy się przestawić się na tutejszy czas - różnica czasu w zimie wynosi 6 godzin. Czas upływa nam na leniwym wałęsaniu się po okolicy. Na plaży pijemy sok z kokosa. Słodka woda.


dzienne wydatki:

  • sok z kokosa - 250 RL
  • kurczak i zupa w restauracji - 1000 RL
  • napoje - 590 RL

 


Dzień drugi 6 luty 2010

Wczoraj namierzyliśmy samochód do wynajęcie. Niestety tylko z kierowcą. Chyba nie da się wypożyczyć samochodu lub jest to ryzykowne z powodu fatalnych dróg i specyficznego ruchu drogowego. Zaplanowaliśmy wyprawę do Galle. Ustaliliśmy cenę za kilkugodzinną wycieczkę z kierowcą na 6 tys. rupii.
Po drodze zaliczamy farmę żółwi. Maleńkie żółwiki robią na nas duże wrażenie. Mają miękkie skorupki, delikatne łapki i są tak małe, że aż trudno uwierzyć, że osiągną duże rozmiary.
W Galle wiele śladów holenderskich kolonizatorów, katolicki kościół, latarnia morska, ruiny fortyfikacji. W drodze powrotnej udaje nam się zrobić zdjęcie rybakom.
Na Sri Lance rybacy mają specyficzny sposób łowienia ryb. Siedzą w wodzie na kijach, specjalnie przystosowanych do "wygodnego" łowienia ryb. Podobno nigdzie indziej na świecie nie można spotkać takiej techniki łowienia ryb. Trzeba przyznać, że widok jest niesamowity, grupa mężczyzn, z wędkami, każdy na swoim kiju, siedziący na tej cienkiej gałęzi. Co ciekawe - połowy są naprawdę obfite. Rybak z jednego połowu wykarmi swoją wieloosobową rodzinę bez problemu. Wieczór spędzamy w barze.


dzienne wydatki:

  • samochód z kierowcą - 6000 RL
  • wstęp na farmę żółwi - 400RL
  • obiad w restauracji - 1000 RL
  • pamiątki (rzeźba z drewna rybaka) - 5700 RL
  • napoje - 290 RL
  • drinki - 1500 RL

dzień trzeci 7 luty 2010

Z tym samym zaprzyjaźnionym już kierowcą wybraliśmy się w głąb wyspy, do ukrytych w niej wodospadów. Dojechaliśmy do nich szutrową drogą, następnie szliśmy wzdłuż rzeki, po kamieniach, aż dotarliśmy do małego wodospadu. Okoliczni mieszkańcy dokonywali tam codziennej ablucji. Młodzież wykonywała niebezpieczne skoki do wody. Byliśmy jedynymi białymi, więc stanowiliśmy nie lada atrakcję. Wodospad choć nieduży był urokliwy. W drodze powrotnej kierowca zaprosił nas do swojego domu na obiad, który przygotowała jego żona. Dom okazał się murowaną chatą. Posiłek skromny, tradycyjne rice and carry. Wieczorem wróciliśmy do hotelu.

dzienne wydatki:

  • samochód z kierowcą - 5000 RL
  • obiad - 2000 RL
  • herbata i cola - 200 RL
  • banany - 100 RL

Dzień czwarty 8 luty 2010

Ustaliliśmy z naszym kierowcą, że wyjeżdżamy o 6.00 rano na trzydniowy objazd wyspy. Pierwszym przystankiem była farma ananasów, nieodłączny element każdej wycieczki.
Ananasy rosną w rzędach, jeden przy drugim. Trochę jak kapusta, czy marchew, tylko że liście inne. Przydaje się też do krojenia ananasa. Z niebywałą pewnością siebie ostrym nożem tną tubylcy ananasa. Ananasa kroi się od góry do dołu, a później na plasterki. ale nie wszerz, tylko wzdłuż, tak, że ów głąb nie wchodzi w część plastra, tylko jest wyrzucany. Następny przystanek przed Kandy to Pinawela. To miejsce gdzie naciąga się turystów na atrakcje, jaką jest jazda na słoniu. Słoń - jeśli się ładnie poprosi, obleje Cię wodą. Podobno przynosi to szczęście..
Sri Lanka to głównie miejsce pól ryżowych, pól herbacianych i mnóstwa innych przypraw. Pieprz suszy się na płóciennych płachtach na asfalcie wzdłuż drogi.
Kolejny przystek to położona na wzgórzu plantacja herbaty z przylegającą fabryką, w której odbywa się sortowanie, suszenie i pakowanie herbaty. Zwiedzamy fabrykę, uczymy się rozróżniać rodzaje herbat i dowiadujemy się, że najlepsza herbata do duże liście. To co jest w torebkach ekspresowych to tzw. kurz herbaciany. trochę tak jakby odpad produkcyjny... Kupujemy dwa kilogramy herbaty w różnych pojemnikach. Będąc w takim miejscu trudno się oprzeć. Marketing czyni cuda.

Późnym popołudniem docieramy do Kandy. Położone w cudownym miejscu, nad rzeką, ze swoistym mikroklimatem. Gorąco nie uderza tu tak mocno jak w niektórych rejonach kraju. Dawna stolica Sri Lanki,która ma przepiękny park. W jednej z jego części jest miejsce, które upodobały sobie nietoperze. Wiszą na drzewach w biały dzień. Wieczorem odwiedzamy najważniejszą świątynię w tym kraju - Świątynię Zęba Buddy. Można ja porównać do naszej Jasnej Góry. W tej świątyni przechowywana jest relikwia, jak sama nazwa wskazuje - Ząb Buddy. Tłumy ludzi, kolejka kilometrowa, by zobaczyć, nie, nie . Nie sam ząb. Tylko coś na kształt ołtarza, gdzie za szybą (pewnie kuloodporną) jest w wielu pudełkach ukryty przed oczami wiernych i niewiernych... Noc spędzamy w hotelu. Dookoła kilka małych małp.Jest ciepła woda. Będę żyć... :)



dzienne wydatki:


  • wynajęcie auta na 3 dniową wycieczkę - 35000 RL
  • Przejażdżka na słoniu - 4000 RL
  • napiwek dla mohout (poganiacza słoni) - 6 dolarów
  • Ananas na farmie - 300 RL
  • herbaty - 4800 RL
  • wstęp do ogrodu botanicznego - 2000 RL
  • wstęp do Świątyni Zęba Buddy - 2000 RL
  • zezwolenie na fotografowanie w Świątyni - 300 RL
  • Przewodnik w Świątyni- 300 RL
  • przechowalnia butów w Świątyni - 100 RL
  • kadzidełka - 100 RL
  • hotel w Kandy ze śniadaniem - 5250 RL
  • napoje - 400 RL

Dzień piąty 9 luty 2010

Sigiria. Najpiękniejsze miejsce. Niesamowity klimat. Miejsce wpisane na listę światowego Dziedzictwa UNESCO. Wchodzenie na górę kosztowało nas troszkę wysiłku. Dookoła pełno tak zwanych przewodników, czyli tubylców, którzy łowią turystów, towarzyszą im we wspinaczce na górę, niewiele przy tym mówiąc i tłumacząc. Ale kosztuje. Cóż... każdy sobie radzi.
Polonnaruwa to miejsce kultu buddystów, starożytne ruiny świątyń. Pełne małp i waranów. Wszechobecnych waranów. Są wielkie, mają grube ogony. Powoli i dostojnie przemieszczają się. Czają się wśród starożytnych kamieni, wygrzewają na słońcu. Odpoczywają w cieniu. Polonnaruwa przyciąga swoją historią, posągami, pozostałościami po latach świetności.

 


dzienne wydatki:

  • Wstęp Sigiria- 5600 RL
  • książka album Sigiria - 10 dolarów
  • przewodnik po kompleksie Sigiria- 500 RL
  • lunch- 2000 RL
  • Polonnaruwa wstęp- 5600 RL
  • pamiątki - drewniana książka- 15 dolarów
  • kolacja - 1300 RL
  • napoje - 200 RL
  • hotel - 4400 RL



Dzień szósty 10 luty 2010

Nocowaliśmy niedaleko Polonnaruwy. Hotel Gajabha. Spaliśmy pod niebieską moskitierą. Wieczorem odkryliśmy co mieści się w poszewce poduszki. Dżinsowe nogawki od spodni. Noc upłynęła nam na nerwowym zerkaniu na drzwi, w których nie było porządnego zamka. Rano śniadanie i kilkugodzinny powrót do Bentoty, podczas którego złapał nas pierwszy i ostatni podczas naszego pobytu deszcz. Drogi na Sri Lance są generalnie wąskie. Jeździ się powoli, odległości wydłużają się niesamowicie. Nad każdą mijaną wioską góruje posąg Buddy.
Ponad 90% mieszkańców Sri Lanki to buddyści, w kraju jest też parę procent muzułmanów. Następne dni planowaliśmy odpoczywać. Kąpiele w oceanie. Drinki przy basenie. Opalanie się.


 

dzienne wydatki:


  • obiadokolacja - 2200 RL








 

Dzień siódmy 11 luty 2010


Wyjeżdżamy do Aluthgamy. To wioska niedaleko Bentoty. Tuk tukiem przejeżdżamy 4 km i jesteśmy na miejscu. Robimy małe zakupy. Kupujemy miejscowy alkohol - Arak - jako prezenty dla rodziny. Tradycyjnie kupujemy breloczki do kluczy. Na straganie widzę Lychee. Kupujemy. Skasowali jak za zboże, ale chyba chodzi o to, by naciągnąć turystów.




 

dzienne wydatki:


  • tuk tuk - 350 RL
  • breloczki - 3 dolary
  • cola w sklepie - 50 RL
  • Lychee - 100 RL
  • arak - 1200
  • krokiet w przydrożnym barze - 30 RL


 

Dzień ósmy 12 luty 2010


Wczesny ranek.Bardzo wczesny ranek. O 4 wstaliśmy i tuk tukiem pojechaliśmy około 8 km na targ rybny. To prawdziwie niesamowite miejsce. Na betonowym nabrzeżu, przy którym cumują kutry, leżą tuńczyki, latające ryby i inne. Znalazł się też jeden shark, czyli rekin. Filetowanie to prawdziwie krwawe zajęcie. Jest kilkanaście stanowisk filetowania, przy których stoją tubylcy i maczetami oprawiają ryby.
Ryby wyglądają tak pięknie, że aż się musieliśmy się z nimi sfotografować.

W drugiej części targu rybnego siedzą młodzi chłopcy, którzy naprawiają sieci. Cerują je przytrzymując oczka sieci dużym palcem u stopy. W dłoniach dzierżą szydła. Widok jest niesamowity.
Co ciekawe na całym targu rybnym są tylko i wyłącznie mężczyźni. Po ryby przyjeżdżają hmmm.. dealerzy. Hurtownicy. Sprzedawcy. Część z nich pakuje je w skrzynie przymocowane do swoich motorów czy skuterów.


By w tym upale mogło to funkcjonować i przez parę godzin ryba może utrzymać swoją świeżość dzięki specjalnie przygotowanym kostkom lodu.
Samochód chłodnia z wielkimi kostkami ludu podjeżdża, sprzedawca lodu kruszy je w tym oto urządzeniu widocznym na zdjęciu poniżej . Każdy klient zabiera go, pokrywa nim ryby w skrzyni i w drogę. W każdej wiosce czeka gospodyni domowa. Na świeżutkie ryby.
Każdy rybak bardzo dba o swoją łódź. Na każdej z nich jest przynajmniej kilkuosobowa załoga Zwizytowaliśmy ponownie pobliskie wioski. Lody, orzeszki, przyprawy, i inne przyjemności :)



dzienne wydatki:

  • tuk tuk na targ - 500 RL
  • bilet wstępu na targ rybny - 100 RL
  • tuk tuk do Beruweli - 200 RL
  • orzeszki, lody, przyprawy - 600 RL
  • tuk - tuk do Aluthgamy - 160 RL
  • obiad w restauracji 1500 RL
  • koszulki T-shirty - 700 RL
  • tuk tuk do hotelu - 100 RL

Dzień dziewiąty 13 luty 2010

Wyprawa do sierocińca słoni przynosi szereg niespodzianek. Udało się nakarmić z butelki małego słonika. Hmmm... za całe 5 dolarów. Mleko w butelce jest ciepłe, zamiast smoczka jest długa, gumowa rurka, którą wsadza się w buzię małemu. hmm... Małemu, waży tyle co ja :)
Po wizycie w sierocińcu udaliśmy się do Kandy, które przy pierwszej wizycie zrobiło na nas duże wrażenie i chcieliśmy jeszcze raz pochodzić po jego uliczkach. Chcieliśmy też odwiedzić ominiętą wcześniej swiątynie z górującym nad miastem kilkunastometrowym posągiem Buddy, ze świątynią w jego wnętrzu.

dzienne wydatki:

  • śniadanie w przydrożnym barze - 600 RL
  • wstęp do sierocińca słoni- 4000 RL
  • karmienie słoni 5 dolarów
  • karmienie słoni przy rzece - 600 RL
  • wstęp do świątyni - 600 RL
  • zakupy w sklepie - 1100 RL
  • obiadokolacja - 2000 RL
  • wynajęcie auta na cały dzień(250 km) - 100 dolarów

Dzień dziesiąty 14 luty 2010

Odpoczywamy. Leniuchowanie na piaszczystej plaży. Kąpiele w oceanie. Praca nad opalenizną ... Romantyczny spacer brzegiem morza.

dzienne wydatki:

  • tuk tuk - 300 RL
  • obiad- 2200 RL

Dzień jedenasty 15 luty 2010

Jedziemy tuk tukiem do kościoła katolickiego w Kalutharze. Jedziemy tuk tukiem. Upał nie do zniesienia. Jazda tuk tukiem pozwala na lekkie przewietrzenie się. Zwiedzamy też świątynię Buddy. Próbowaliśmy to zrobić sami, podobnie jednak jak w wielu tego typu miejscach kultu byliśmy oprowadzeni przez przewodnika, który skasował nas 3 dolary. Nasz błąd, że nie ustaliliśmy z nim wcześniej ceny i sytuacja była trochę nerwowa. Na lunch pojechaliśmy do Aluthgamy. W klimatycznej i kameralnej knajpce jemy lunch. Drogę powrotną pokonujemy piechotą. To 5 km więc jakoś dajemy radę. Szukamy pamiątek z wyprawy. Trafiamy na sklep z dużym wyborem drewnianych rzeźb. Przez ponad godzinę negocjujemy cenę za drewniane słonie. Negocjacje to jak narodowy sport. Najpierw młodszy sprzedawca, później przychodzi starszy. Gdy po 30 minutach chcemy wyjść ze sklepu, pojawia się kobieta, która kreuje się na właścicielkę sklepu. Udaje się nam zejść z ceny o 50%. Okazuje się później, że nie jest to aż taki wielki wyczyn...


dzienne wydatki:

  • tuk tuk do Kaluthary (15km)- 1600 RL
  • wstęp do świątyni Buddy- 3 dolary
  • napoje - 200 RL
  • parasolka od słońca- 420 RL
  • Lunch - 1600 RL
  • trzy drewniane słonie- 65 dolarów
  • drinki- 600 RL


 

Dzień dwunasty 16 lutego 2010


Wycieczka wodna. Dla turystów wszystko... nie dość że udało nam się zobaczyć krokodyla, to jeszcze potrzymać go w rękach. Jeden duży, drugi mały. Obydwa na sznurku. I na jakiś prochach, bo to aż niemożliwe , że takie spokojne.



dzienne wydatki:

  • sok z kokosa - 250 RL
  • kurczak i zupa w restauracji - 1000 RL
  • napoje - 590 RL






Dzień trzynasty 17 lutego 2010

Mieszkańcy miasta i ich pomysłowość nie zna granic. Na zdjęciu w galeri możecie zobaczyć objazdowego sprzedawcę pieczywa. Motory i skutery to jeden z głównych środków lokomocji.

dzienne wydatki:


  • sok z kokosa - 250 RL
  • kurczak i zupa w restauracji - 1000 RL
  • napoje - 590 RL


 

Dzień czternasty 18 lutego 2010

Moja ulubiona potrawa? Rice and carry.
Ryż, do tego w miseczkach osobnych mięsko w sosie, Przeważnie dramatycznie ostre, surówka, kokosowe wiórki, zielone coś na kształt szczawiu, często groszek. Do tego swoiste faworki, tylko bez cukru. W każdej knajpie podają to różnie i w różnych konfiguracjach. Ale ryż i ostry sos z mięsem zawsze. Nie da się tego zjeść bez coli lub pepsi .

Stoiska z warzywami w zasadzie nie są często spotykane. Tubylcy naciągają turystów jak mogą. Tuk-tukowcy jak widzą białego i nieopalonego człowieka, to wołają za kurs 2000 RL. Gdy się targujesz ostro, odchodzisz to cię gonią i zgadzają się przy krótkim dystansie 150 RL. Na długich dystansach Tuk-tuk się nie sprawdza. Rozwija za małą prędkość. Najlepiej dystanse do 10 km - do najbliższej sąsiedniej miejscowości.

Ciekawostka przyrodnicza widoczna na filmie poniżej, roślina która przy dotyku zamyka swoje liście do wewnątrz. Podobnie zachowuje sie pod wpływem wysokiej temperatury.

comments powered by Disqus
Copyright ludziepodrozuja.pl 2011/2012